Jak przyspieszyć dojrzewanie pomidorów pod koniec sezonu?
Początek września.
W ciągu dnia nadal jest ciepło i słonecznie, a moje pomidory wciąż pięknie owocują. Problem zaczyna się jednak nocą – temperatura coraz częściej spada u mnie do około 10°C, a to nie sprzyja szybkiemu dojrzewaniu owoców. Dlatego właśnie teraz szczególnie dbam o to, aby jak najwięcej pomidorów zdążyło dojrzeć na krzaku przed nadejściem jesieni.
W tym wpisie pokażę Ci, co robię z moimi pomidorami pod koniec sezonu i jakie zabiegi wykonuję, żeby zielone owoce miały jak najlepsze warunki do dojrzewania.
Jakie pomidory uprawiam?
W swoim ogrodzie uprawiam kilka odmian pomidorów, między innymi pomidora truskawkowego, San Marzano oraz Black Cherry. Większość mojego ogrodu jest bardzo słoneczna. Mam jednak jedno miejsce, w którym pomidory rosną w półcieniu – w pobliżu znajdują się drzewa i właśnie tam słońca jest zdecydowanie mniej. Pomidory mam więc w różnych miejscach i w różnych warunkach, a mimo to pod koniec sezonu postępuję z nimi podobnie – staram się przede wszystkim skierować energię roślin na dojrzewanie już zawiązanych owoców.
Pomidory, które wysiały się same
Jedne z moich pomidorków koktajlowych rosną w warzywniku w pełnym słońcu. W tym przypadku historia jest trochę inna, bo same się wysiały. Nie planowałam ich tam sadzić, ale skoro już pojawiły się w warzywniku, postanowiłam je zostawić i po prostu pielęgnować. Tym bardziej że pomidorki bardzo lubi mój syn.
Pomidory w podwyższonej grządce
Kolejne pomidory rosną w podwyższonej grządce w kształcie plastra miodu. Na początku sezonu ustawiam na niej mini szklarnie, w których sadzę młode pomidory. Kiedy rośliny wystarczająco podrosną, zdejmuję osłony i przygotowujemy drewniany stelaż. Na jego górze mocuję sznurki jutowe, a do każdego sznurka prowadzę jeden pęd pomidora. Grządkę wypełniliśmy czystym kompostem i właśnie w nim posadziłam pomidory. Dzięki temu od początku mają bardzo dobre podłoże do wzrostu i owocowania.

Chcesz zobaczyć, jak zrobiliśmy podwyższoną grządkę w kształcie plastra miodu?
👉 Kliknij w poniższe zdjęcie – pokazałam tam cały proces jej wykonania.
Podagrycznik zamiast wyrzucać – robię z niego gnojówkę
Podagrycznika mam w ogrodzie naprawdę sporo. Zamiast traktować go wyłącznie jako chwast i wyrzucać na kompost, wykorzystuję go do przygotowania gnojówki roślinnej. Kiedy na pomidorach zaczynają zawiązywać się owoce, wprowadzam podlewanie taką gnojówką.
Podagrycznik jest źródłem m.in. potasu, a potas jest ważnym składnikiem pokarmowym roślin, związanym między innymi z gospodarką wodną, kwitnieniem i rozwojem owoców.
Lubię wykorzystywać to, co już mam w ogrodzie, zamiast wyrzucać rośliny, które mogą jeszcze znaleźć praktyczne zastosowanie.
Pomidory lubią towarzystwo
Moje pomidory nie rosną samotnie.
Towarzyszą im:
aksamitki
bazylia
ogórecznik lekarski
Ogórecznik w pewnym momencie zaczął jednak zdecydowanie dominować na grządce, dlatego wcześniej go usunęłam. Oczywiście również go wykorzystałam – trafił do gnojówki, którą później podlewałam pomidory.
Bazylię natomiast zebrałam i zrobiłam z niej pesto.
Aksamitki zostały i pięknie komponują się z pomidorami. Co ważne, będą kwitnąć jeszcze długo – nawet do pierwszych przymrozków.

W połowie sierpnia zatrzymuję wzrost pomidorów
Jednym z zabiegów, które wykonuję, aby przyspieszyć dojrzewanie pomidorów, jest ścięcie wierzchołków pędów. Robię to mniej więcej w połowie sierpnia. Ścinam pęd dwa liście nad ostatnim gronem, które chcę pozostawić.
O tej porze sezonu nie zależy mi już na tym, żeby pomidor dalej intensywnie rósł i tworzył kolejne kwiaty. Chcę, aby energia rośliny została skierowana przede wszystkim na owoce, które już się zawiązały.

Usuwam wilki i kwiaty
Na bieżąco usuwam również wilki, czyli pędy wyrastające z kątów liści. Pozbywam się także kwiatów, które pojawiają się pod koniec sezonu. Usuwam również te, które znajdują się na końcu grona. Na tym etapie sezonu nowe kwiaty mają coraz mniejszą szansę na wykształcenie i dojście do dojrzałości przed jesienią. Nie chcę więc, żeby roślina inwestowała w kolejne owoce, kiedy tych już zawiązanych jest naprawdę dużo.

Dojrzałe pomidory zbieram na bieżąco
Kolejna rzecz jest bardzo prosta – regularnie zbieram dojrzałe pomidory. Jeśli nie ja, to robi to mój mały ogrodnik. Nie pozwalam, żeby dojrzałe owoce długo pozostawały na krzaku. Dzięki regularnemu zbiorowi roślina może skupić się na pozostałych owocach.
A przy takiej ilości zielonych pomidorów naprawdę jest na czym się skupić!
Pod koniec sezonu ograniczam podlewanie
Teraz ograniczam również podlewanie pomidorów.
Moje rośliny rosną pod chmurką, więc obecnie w dużej mierze korzystają z tego, co przynosi pogoda. Podlewam je tylko wtedy, kiedy jest taka potrzeba, a dodatkowo dostarczam im przygotowaną przeze mnie gnojówkę.
Nie chodzi jednak o całkowite przesuszenie roślin. Chodzi o ograniczenie podlewania w stosunku do okresu intensywnego wzrostu, kiedy zapotrzebowanie na wodę było większe.
Pod koniec sezonu chcę przede wszystkim wspierać dojrzewanie już istniejących owoców, a nie pobudzać roślinę do dalszego bujnego wzrostu.
Stopniowo usuwam dolne liście
Pod koniec sezonu zaczynam również stopniowo usuwać dolne liście. Robię to jednak spokojnie. Podczas jednego zabiegu na jednym krzaku usuwam nie więcej niż dwa liście.
Nie chcę jednorazowo mocno osłabić rośliny. Wolę robić to stopniowo i obserwować, jak pomidor reaguje.
A co z pomidorami rosnącymi w cieniu?
Mam jeszcze kilka pomidorów, które rosną w donicach pod fotowoltaiką, czyli w znacznie bardziej zacienionym miejscu. To właściwie pomidory „nadprogramowe”. Zostało mi więcej sadzonek, niż miałam miejsca w ogrodzie, więc zamiast je wyrzucać, posadziłam je do donic.
Rosną więc w zupełnie innych warunkach niż moje pomidory w pełnym słońcu, ale również na nich obserwuję dojrzewanie owoców.
Dlaczego tak bardzo zależy mi na dojrzewaniu pomidorów na krzaku?
Początek września to moment, w którym coraz bardziej widać, że sezon nie będzie trwał wiecznie. W dzień nadal potrafi być naprawdę ciepło, ale noce są coraz chłodniejsze. A właśnie temperatura ma ogromne znaczenie dla tempa dojrzewania pomidorów. Nie raz zdarzyło mi się, że po pierwszych przymrozkach musiałam wyrwać całe krzaki, na których wisiało mnóstwo pięknych, ale zupełnie zielonych pomidorków koktajlowych. Dlatego teraz staram się nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę. Ścinam wierzchołki, usuwam wilki i późne kwiaty, zbieram dojrzałe owoce, stopniowo usuwam dolne liście i ograniczam podlewanie.
Wszystko po to, żeby roślina mogła skoncentrować się na tym, co już wyprodukowała.
A może w przyszłym roku… odmiany o dużych pomidorach?
Patrząc na moje tegoroczne pomidorki koktajlowe, coraz częściej myślę o tym, żeby w przyszłym sezonie spróbować uprawy większych odmian pomidorów. Plan powoli zaczyna się tworzyć w głowie.
A na razie cieszę się tym, co mam – ogromną ilością zielonych pomidorków i nadzieją, że jak najwięcej z nich zdąży jeszcze dojrzeć na krzaku przed jesienią.
Sprawdź więcej…


