Mój sposób na prowadzenie malin.
Maliny to jedne z moich ulubionych owoców. W sezonie często goszczą na moim stole. A przy moim małym i dużym jadku szybko znikają z krzaka:) Uprawiam maliny już od kilku lat. Zawsze zadowolona jestem z plonów, co roku obficie mi owocują. Jednak nie podobał mi się sposób w jaki prowadziłam maliny.
Maliny należą do roślin ekspansywnych. W ciągu kilku lat potrafią zająć obszar wiele większy niż początkowo. Często z małego poletka malin po czasie robił się chaos. Co roku dokonywałam radykalnego cięcia i usuwałam nadmiar pędów. Z tym sobie radziłam, jednak największy problem miałam ze sposobem wiązania malin. Maliny kiedyś sadziłam przy płocie, żeby było łatwiej związać. Po jakimś czasie sznurki się luzowały, pędy malin opadały i cały proces był do powtórzenia. Już nie wspominam o tym, że nie wyglądało to zbyt estetycznie. W tym roku zadecydowałam, że przeniosę maliny w inne miejsce w ogrodzie i zrobię dla nich specjalne miejsce.
Od czego się to zaczęło ?
W przygotowaniu rabaty z malinami pomógł mi mój mąż i mój dwuletni syn 🙂 Najpierw wybraliśmy miejsce w ogrodzie. Zaznaczyliśmy obszar rabaty i wykopaliśmy całą darń. Aby zaznaczyć granicę poletka użyliśmy obrzeży ogrodowych, co ułatwi późniejsze koszenie przy malinach. Kilka sadzonek malin posadziliśmy na wybrane miejsca, a całą pustą przestrzeń rabaty wypełniliśmy korą z drzew iglastych. Przy malinach nie używaliśmy włókniny, jedynie pod grysem wyłożyliśmy folię.
Jak prowadzę maliny ?
Właśnie, że już nie związuję malin. Mamy coś lepszego i dużo wygodniejszego.
Mój mąż przygotował mi dwa drewniane “krzyże”, które zostały ustawione na początku i na końcu malinowego poletka. Aby drewno nie zgniło w ziemi do zamocowania zastosowaliśmy ocynkowane podstawy słupa.
Słupy są z kantówek 10x10cm, a ramiona z belek 5x10cm. Wysokość słupa to 150cm. Szerokość ramion jest dostosowana do szerokości rabaty i wynosi 70 cm na dole i 120cm na górze.
Na końcach ramion zostały wywiercone otwory aby można było przełożyć śruby mocujące liny. Linki rozpięte są między ramionami obu krzyży.
Aby konstrukcja była trwała drewno zostało zabezpieczone impregnatem, a cały osprzęt do naciągu lin i one same są ze stali nierdzewnej.
Ciężar lin, a później również ciężar opierających się o nie pędów spowodowałby zapadnięcie się konstrukcji do środka. Aby temu zapobiec na górze każdego z słupów zamocowany został odciąg poprowadzony do ozdobnego wapiennego kamienia, umieszonego na grysie. Regulacja naciągu lin oraz odciągów wykonana jest za pomocą śrub rzymskich. Aby nikt nie poranił się przy zbiorze owoców na końce lin założyłam i zgrzałam koszulki termokurczliwe.
Poniżej przedstawiam kilka zdjęć z placu budowy.

Od teraz już nie muszę związywać malin, jeśli zauważę jakiś niepokorny pęd wychodzący poza linki wkładam go tam z powrotem. Maliny chociaż są jeszcze małe mają już pojedyncze owoce. Na razie nie ma z nimi większych problemów. Do jesieni jednak sporo czasu zostało. Na pewno dam znać jak sprawdziły się linki po zbiorze owoców.
Sprawdź także…











